Strona główna » Liposukcja ultradźwiękowa to nie odchudzanie

utworzone przez | wrz 23, 2020 | Uroda i kosmetyki | 0 komentarzy

Liposukcja ultradźwiękowa to nie odchudzanie

Odsysanie tłuszczu ma ogromne rzesze zwolenników na całym świecie. Ludzie wierzą, że dzięki tej metodzie będą w stanie „zbudować” sobie takie ciała, jakie chcą mieć, ale trzeba pamiętać, że liposukcja ultradźwiękowa nie jest odchudzaniem. Metoda ta nie ma na celu jakiegokolwiek odchudzania pacjenta, a jedynie modelowania jego ciała i przystosowywania go do jego oczekiwań i kanonów piękna.

Tkankę tłuszczową ma każdy z nas i wcale nie jest ona złem koniecznym jest niezbędna do prawidłowego odchudzania. Jeżeli jej ilość szybko rośnie, zapala nam się w głowie czerwona lampka, która mówi, że trzeba coś z tym zrobić. Jedne osoby od razu zabierają się za ćwiczenia fizyczne i dietę, inne natomiast próbują pójść na łatwiznę, wierząc naiwnie, że metoda taka jak liposukcja kawitacyjna, przyniesie im oczekiwane rezultaty. Niestety nie tędy droga. Liposukcja jest jak rzeźbienie, tylko, że materiałem rzeźbiarskim jest ludzki organizm. Można w nim wszystko poprawić, nadać lepsze proporcje, kształty, ale rozmiar modyfikuje się w inny sposób.

Najpierw odchudzanie, później liposukcja

Błędnym byłoby myślenie, że wystarczy położyć się pod nóż chirurga i nagle, jak za dotknięciem magicznej różdżki, zniknęłaby większość tłuszczu z naszego ciała. Nawet, jeżeli byłoby to wykonalne w praktyce na osobach z nadwagą i otyłych, to stanowiłoby poważne zagrożenie dla zdrowia i przyniosło bardzo niekorzystny efekt kosmetyczny. Wyobraźmy sobie, że ludzki organizm jest tak zaprogramowany, żeby samodzielnie spalać tłuszcz. Jeśli nagle zastosujemy do intensywnego jego odsysania, kaniule, to może się okazać, że ciało zostanie wręcz poryte rozcięciami, wiele tkanek będzie uszkodzonych, a tłuszcz wcale nie zostanie usunięty równomiernie.

Mało tego, wykonując liposukcję kawitacyjną, działa się na organizm promieniowaniem podczerwonym i falami ultradźwiękowymi. Podczas jednego zabiegu można usunąć maksymalnie 500 ml tłuszczu. „Usuwanie” to tylko w nazwie kojarzy się z zabiegiem, który mechanicznie te komórki tłuszczowe odsysa. W rzeczywistości jednak usuwa się większą ich część, a pozostała musi zawędrować do wątroby i tam poddana zostać procesom metabolicznym. Tak ogromna ilość tłuszczu trafiająca do wątroby, może mocno ją nadwyrężyć, a nawet uszkodzić i spowodować zagrożenie zdrowia i życia pacjenta. Dlatego też niemożliwe jest, żeby liposukcja ultradźwiękowa (jak zresztą każda inna), mogła pacjenta dosłownie odchudzić i sprawić, że nagle straci on kilka rozmiarów.

Zadaniem metody jest zmiana obrysów ciała, nadanie mu ładniejszych proporcji, wymodelowanie tych części ciała, które są problematyczne, ale w żadnym wypadku nie możemy tu mówić o odchudzaniu, jako takim.

Zanim pacjent zdecyduje się na zabieg liposukcji kawitacyjnej, musi zacząć się odchudzać. Tylko wtedy efekty będą wymierne, a on będzie w pełni zadowolony z zabiegu. Chirurg na tym polu ma dość ograniczone pole manewru, nie ukształtuje bryły, która składa się w większości z tłuszczu.

Podobne wpisy

Katarzyna Skrzynecka

Katarzyna Skrzynecka

Wierzę, że najlepszą reakcją na trudne chwile jest działanie. Na blogu pokazuję, jak dbanie o ciało pomaga uzdrowić głowę. Nie jestem cudotwórczynią, ale kobietą, która odkryła, że zdrowa dieta, ruch i drobne przyjemności (jak domowe spa czy pyszny obiad) to fundamenty równowagi psychicznej. Dzielę się sposobami na to, by każdego dnia czuć się w swojej skórze choć odrobinę lepiej.

0 komentarzy

Wyślij komentarz